zdjęcie ze strony theredlist.com
"Gwiezdne Wojny" są fajne. I nie, to nie jest śmieszkowy wpis z okazji prima aprilis. Ja na prawdę tak sądzę. Mimo, że nie jestem fanką "Star Wars" to znalazłam w filmach z tego uniwersum wiele ciekawych i pociągających elementów. Ale dziś chcę się pochylić nad trzema największymi, według mnie, zaletami oryginalnej trylogii.
Powód pierwszy - "Star Wars" to widowiskowa baśń dziejąca się w kosmosie. Wiele osób myśli o "Gwiezdnych Wojnach" jako o dość typowym si fi. A tak naprawdę jest to fantasy osadzone w kosmosie. Można w nich znaleźć wiele elementów typowych dla baśni - chłopak znikąd, który staje się bohaterem, piękna, mądra i odważna księżniczka, łotrzyk o szlachetnym sercu, mężni i szlachetni rycerze, walka z wielkim złem. Gdyby odległe planety zmienić na egzotyczne krainy, statki kosmiczne zmienić na okręty morskie, miecze świetlne na zwykłe miecze, blastery na kusze itd. ta opowieść byłaby nie mniej fascynująca. I to korzystanie z sprawdzonych archetypów ubranych po prostu w atrakcyjniejsze szatki bardzo mi się podoba.
Powód drugi - historia odkupienia Dartha Vadera. Nie od dziś wiadomo, że intrygują nas czarne charaktery z filmów czy książek. Lubimy poznawać historię z ich punktu widzenia, chcemy się dowiedzieć co ich ukształtowało. Ale to co lubimy najbardziej to historie odkupienia w których potężni, przerażający złoczyńcy odnajdują w sobie dobro i ostatecznie przyczyniają się do zwycięstwa bohaterów pozytywnych. A cóż może być bardziej widowiskowego niż historia nawrócenia Dartha Vadrea, będącego ikoną ciemnej strony mocy, odpowiedzialnego za uciemiężenie i śmierć miliardów istot na wielu planetach? Nie ma nic bardziej epickiego.
Powód trzeci - młody Harrison Ford w roli Hana Solo. Czy ten punkt wymaga rozwijania? Chyba nie. Będąc dzieckiem uwielbiałam oglądać serię filmów z Indianą Jonesem, w których tytułową rolę grał właśnie Harrison Ford. Ford był dla mnie idealnym ucieleśnieniem bohatera kina przygodowego. Odważny, zaradny, wygadany, potrafiący znaleźć wyjście z każdej sytuacji. I do tego oczywiście przystojny. Dokładnie taki jest jego Han Solo. Trzeba mieć chyba serce z kamienia żeby nie dać mu się oczarować.
Pean pochwalny na cześć "Star Wars" zakończę stwierdzeniem, że można je lubić lub ich nie lubić ale na pewno nie można zaprzeczyć temu, jak wielką rolę odegrały w popkulturze ostatnich 40 lat. Z jednej strony wryły się w kulturę popularną, tak, że dziś niemal każde dziecko rozpozna hełm Vadera lub miecz świetlny. Z drugiej - "Gwiezdne Wojny" przetarły szlak innym markom si fi, takim jak choćby "Star Trek". Więc, czy chcemy tego czy nie, żyjemy w świecie który ma "Star Wars" w krwioobiegu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz