Kończy się kwiecień, wiosna rozkwita za oknem, dopiero co przeżywaliśmy Święta Wielkanocne. Dla fanów komiksów i kina superbohaterskiego nadeszło ich własne święto - premiera filmu "Avengers: Koniec gry". Już pojutrze odbędzie się oficjalna światowa premiera zwieńczenia cyklu "Infinity Saga" bo tak teraz są nazywane filmy Marvela z lat 2008 - 2019. W związku z tym chcę napisać o kilku przemyśleniach i ciekawostkach związanych z filmami MCU.
Zacznijmy od... końca. "Avengers: Koniec gry" jest najdłuższym filmem MCU gdyż czas jego trwania to trzy godziny. Wszystkie dotychczasowe filmy trwały około dwóch godzin, lub nieznacznie te dwie godziny przekraczały. Wyjątkiem pod tym względem było tylko "Avengers: Wojna bez granic", które trwało ponad dwie i pół godziny. Filmu jeszcze nie widziałam ale biorąc pod uwagę, że "Avengers: Koniec gry" podsumowuje ponad dziesięć lat MCU to materiału na te trzy godziny mamy więcej niż dość.
"Avengers: Koniec gry" jest dwudziestym drugim filmem Marvel Cinematic Universe ale nie jest to ostatni film trzeciej fazy. Ostatnim będzie "Spider-Man: Far from Home", który do kin wejdzie za niespełna trzy miesiące. I biorąc pod uwagę wszystkie te filmy to chyba możemy powiedzieć, że filmy MCU to najdłuższy współczesny cykl filmowy, w którym poszczególne obrazy są powiązane ze sobą, raz mocniej, raz słabiej ale jednak. Filmy MCU tworzą coś w rodzaju serialu kinowego.
Robert Downey Jr. jest obecnie tym aktorem, który wciela się najdłużej w swoją rolę w filmach MCU. Od jedenastu lat swoim urokiem podbija serca fanów jako Tony Stark/Iron Man. Wystąpił dotychczas (uwzględniając cameo) w dziewięciu filmach Marvela. Podobnie Samuel L. Jackson wcielający się w postać Nicka Fury'ego od jedenastu lat. Wystąpił on w dziewięciu filmach MCU ale były to częściej cameo niż role istotne dla fabuły. Chris Evans gra postać Steva Rogersa/Kapitana Ameryki trochę krócej bo od 2011 ale zdążył w tym czasie zaliczyć aż dziesięć występów w produkcjach Marvela. I znowu były to w dużej części cameo lub sceny po napisach. Te "statystyki" wyglądają dość imponująco, nieprawdaż? Aż chce się je porównać do rekordzistów - Hugh Jackmana i Patricka Stewarta, którzy wystąpili w mniejszej liczbie filmów z serii "X-Men" ale za to grali swoje postaci - Wolverina i Profesora X - przez ponad szesnaście lat.
Podejdźmy do fenomenu filmów Marvela od innej strony. Czy wiecie ile filmów od Marvela znajduje się w pierwszej dziesiątce najlepiej zarabiających filmów? Cztery filmy, a najrentowniejszy z nich jest na miejscu czwartym tej listy. A ile filmów MCU zarobiło ponad miliard dolarów? Siedem, w tym film z kobietą w tytułowej roli czyli "Kapitan Marvel" oraz z film z czarnoskórym głównym bohaterem czyli "Black Panther". Wystarczy krótki rzut oka na te dane by stwierdzić, że kino superbohaterskie ma się dobrze. Publiczność chce nowych filmów o "rajtuziarzach", które nie koniecznie będą kolejnymi wersjami przygód Supermana, Batmana czy Spider-Mana bo inkarnacji tych najpopularniejszych bohaterów mieliśmy już sporo.
"Avengers: Koniec gry" jest pierwszym filmem MCU, którego premiera odbędzie się niemal równocześnie na całym świecie. W niemalże wszystkich krajach najnowszy film ze stajni MCU ma premierę od 24 do 26 kwietnia. Tylko w Rosji premiera została zapowiedziana na 29 kwietnia. Jest to bardzo ciekawa sytuacja gdyż normalne jest to, że filmy, także wielkie blockbustery wchodzą do kin na całym świecie w różnych terminach. Oczekiwania widzów, którzy chcą jak najszybciej zobaczyć dany film to jedno ale interes dystrybutora, któremu opłaca się (lub nie) film wypuścić w danym kraju zaraz po premierze to drugie. Czasami takie szybkie wypuszczenie filmu w premierowy weekend się nie opłaca. Weźmy choćby film "Ant-man ant the Wasp", który do kin w Polsce wszedł miesiąc po światowej premierze ze względu na chętnie oglądane u nas mistrzostwa w piłce nożnej (nasza reprezentacja i tak nic nie ugrała ale cóż...).
"Avengers" udało się usunąć w cień inne wydarzenia popkulturalne więc w nadchodzący weekend ko żyw pobiegnie do kin na najnowszy film Marvela. A przynajmniej osoby, które choć trochę interesują się kinem superbohaterskim. Oraz rodziny z dziećmi. Oraz nastolatkowie. Oraz wielbiciele komiksów. Hm, myślę, że uzbiera się całkiem spora widownia. I nawet nie musze przypuszczać czy zgadywać bo już sprawdziłam, że najlepsze bilety na pierwsze seanse "Avengers" już zostały wyprzedane.
Ja od ponad tygodnia nie oglądam nowych spotów promocyjnych, kolejnych zdjęć i plakatów. Moje podekscytowanie (myślę, że nie tylko moje) sięgnęło szczytu już na początku kwietnia gdy rozpoczęła się przedsprzedaż biletów na "Avengers: Koniec gry" i gdy wyszedł ostatni zwiastun filmu. Zrobiłam sobie powtórkę części filmów MCU, obejrzałam trochę filmików z teoriami/przypuszczeniami na temat fabuły "Avengers: Koniec gry". A teraz tylko czekam. Od przedpremierowego seansu dzieli mnie już tylko kilka godzin...
zdjęcie ze strony rottentomatoes.com


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz