piątek, 26 kwietnia 2019

Don't spoil the Endgame - pierwsze wrażenia z "Avengers: Koniec gry"

                                                      zdjęcie ze strony zodab.com 



Czekałam, czekałam i się doczekałam. Mini maraton "Avengers: Wojna bez granic" i "Avengers: Koniec gry" już za mną. Co to były za emocje! Mimo, że "Wojnę bez granic" oglądałam już chyba ósmy raz, to po raz kolejny miałam wilgotne policzki gdy moi ukochani bohaterowie ginęli. Mimo, że znam film scena po scenie to po raz kolejny pisnęłam z emocji gdy Thor otworzył Biefrost na polach Wakandy i jednym machnięciem Stormbreakera ubił kilka tuzinów outreiderów krzycząc "Bring me Thanos!" A był to dopiero aperitif do tego, co zaserwował mi "Koniec gry". Co zaserwował wszystkim widzom bo sala kinowa zajęta była do ostatniego miejsca i chyba każdy z widzów był dość mocno podekscytowany.


Już pierwsze trzy minuty "Avengers: Koniec gry" uderzyły nas w bebechy. Sielska, niewinna scenka zmieniająca się w koszmar i przetaczający się po sali pomruk "O nie, tylko nie to...", "O, k****…". A potem były chichoty i głośny śmiech, popłakiwanie, okrzyki, podskakiwanie na fotelach, oklaski. Podczas pewnej sceny już pod koniec filmu ktoś wręcz wrzasnął "Yes!". Karuzela emocji, która nas niosła przez calutkie trzy godziny.


Zdaję sobie sprawę, że wiele osób wybiera się na najnowszych "Avengers" w nadchodzący weekend lub nawet dopiero w długi weekend majowy. Bardzo chcę oszczędzić tym osobom spoilerów bo niektórzy są mocno na nie wrażliwi, a film tak wiele razy zaskakuje, że nie chcę wam tych niespodzianek odbierać. Zresztą materiały promocyjne (zwiastny i plakaty)  "Avengers: Koniec gry" ukazywały nam w znakomitej większości pierwsze 20-30 minut filmu. Tą decyzję twórców filmu uważam za trafną i popieram. Więc w mojej recenzji spoilerów nie znajdziecie.


O czy można mówić w ogóle nie dotykając spoilerów? Mogę wam powiedzieć, że film, jak prawie każdy obraz MCU, pod względem technicznym jest mocno dopieszczony. Aktorstwo, zdjęcia, muzyka, efekty specjalne, montaż są na najwyższym poziomie. W każdej scenie czuć ogrom pracy twórców filmu i te zainwestowane setki milionów dolarów. Jeśli więc interesuje was czy film wygląda i brzmi jak na solidny blockbuster przystało to tak, jak najbardziej. Ja widziałam film w formacie 2D ale myślę, że w technologii 3D lub IMAX wrażenia będą jeszcze intensywniejsze.


O fabule, siłą rzeczy, nie powiem zbyt wiele. Sądzę, że nie będzie spoilerem jeśli napiszę, że nasza oryginalna szóstka Avengers próbuje sobie poradzić ze skutkami pstryknięcia Thanosa czyli ze swoją porażką. Nie tyle z fizycznymi skutkami zniknięcia połowy ludzkości, co z emocjonalnym ciężarem tego wydarzenia. Każde z nich reaguje trochę inaczej. Ale ich reakcje nie biorą się znikąd, a są konsekwencją rozwijania tych postaci w poprzednich filmach, od pierwszych "Avengers", a właściwie od pierwszego Irona Mana" do dziś.


Największym atutem tego filmu jest to, że możemy znowu zobaczyć naszych ukochanych bohaterów, z którymi jesteśmy od ponad dekady i przebyć z nimi ten ostatni etap drogi. Ostatni na tę chwilę dodajmy. Bo oczywiście wiemy, że MCU będzie istnieć dalej i dostaniemy kolejne filmy za rok, dwa lata, trzy lata... Ale pewien etap się zakończył i w tym filmie mocno to można odczuć.


Czy w filmie było dość scen akcji? Absolutnie. Czy był humor? Więcej niż się spodziewałam. Czy dostaliśmy chwilę wzruszenia? Mnóstwo. Czy nudziłam się choć przez chwilę. Nie. Film utrzymał mnie na skraju fotela przez równe trzy godziny. Śmiem postawić teorię, że na seansie nikt się nie nudził. Dla każdego widza obejrzenie tego filmu było wielkim wydarzeniem. Czy to oznacza, że "Avengers: Koniec gry" jest najlepszym filmem MCU czy nawet najlepszym filmem rozrywkowym wszechczasów? Dla nas w tamtym momencie tym właśnie był. Choć obiektywnie patrząc film miał swoje wady, a dla kogoś, kto nie jest zbyt wielkim fanem Marvela może się wydawać miejscami niezrozumiały i nużący.


Nie wdając się w szczegóły muszę wam powiedzieć, że "Avengers: Koniec gry" pełne jest odniesień do poprzednich filmów MCU. Czasami są to powroty nie zamkniętych dotąd wątków sprzed lat, czasami układ wizualny jakiejś sceny lub rzucony oneliner. Mi mnóstwo radości sprawiało odkrywanie, że dana scena jest bardzo podobna do pamiętnej sceny z "Zimowego żołnierza" lub, że mogę sobie zerknąć na scenę będącą bezpośrednim łącznikiem między wątkami z "Avengers", a "Avengers: Czas Ultrona". Miło było zobaczyć znowu na ekranie pewne postaci drugo czy trzecioplanowe z wcześniejszych filmów. Było tego mnóstwo i musicie to wszystko sami odkryć.


Uwierzcie mi, że trudno pisać tak zdawkowo o filmie, który wywołał u mnie istny huragan emocji. Bardzo chciałabym pozachwycać się jak to ten bohater w tej scenie absolutnie wymiatał. Albo jak zabawny i wzruszający za razem był wątek innego bohatera. Chciałabym już sobie pospekulować, czy tego bohatera jeszcze kiedykolwiek zobaczymy. Lub czy ten inny bohater dostanie swój solowy film czy odtąd będzie się pojawiał tylko jako postać tła w filmach grupowych. Chciałabym, a nie mogę bo hasłem przewodnim tego wpisu jest #Don'tSpoilTheEndgame. Interenet i tak zaczynają zalewać spoilery.


Już cieszę się na kolejny seans "Avengers: Koniec gry" na który wybiorę się być może nawet dziś. A was zachęcam żebyście w najbliższym możliwym terminie pobiegli do kina i sami przeżyli te wszystkie emocje. Zwłaszcza jeśli jesteście fanami filmów Marvela. Warto, na prawdę watro.

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawie czyta mi się Twoje wpisy:). Świetna recenzja, która faktycznie nie ujawnia żadnych spojlerów. Szacuneczek w takim razie! Jako fanka Marvela i wszelako pojętej popkultury zachwycam się Twoim blogiem.

    Gdybyś chciała wpaść i zostać zalana toną kulturowych tekstów, zapraszam do siebie:). Chętnie podyskutuję na marvelowe tematy i nie tylko^^.

    http://vombelka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń