zdjęcie ze strony coomingsoon.net
Pstryk! Po pierwszym weekendzie wyświetlania "Avengers: Koniec gry" zarobiło ponad miliard dolarów. Ładna sumka, prawda? Muszę wam powiedzieć, że, nawet przy całym moim entuzjazmie, takiego wyniku finansowego najnowszego filmu MCU się nie spodziewałam. Nikt się tego nie spodziewał.
Rzućmy po raz kolejny kilkoma liczbami. "Avengers: Koniec gry" jest, niespełna tydzień po premierze, siedemnastym najlepiej zarabiającym filmem w światowym box office. Możemy śmiało zakładać, że w ciągu swojego runu wejdzie na spokojnie do pierwszej trójki najlepiej zarabiających filmów. "Koniec gry" jest obecnie piątą najlepiej zarabiającą produkcją Marvela i szóstym najlepiej zarabiającym filmem superhero. Zaznaczmy jeszcze raz - "Avengers: Koniec gry" dopiero co miało swoją premierę i za tydzień czy miesiąc będzie w tych zestawieniach o wiele wyżej.
Ktoś mógłby powiedzieć - to tylko pieniądze. Prawda jest jednak taka, że zarobki filmu czyli ilu widzów wybrało się na film i ile wydali pieniędzy na bilety jest najprostszym miernikiem sukcesu filmu. Oczywiście zdarzają się filmy mało ambitne, które zarabiają duże pieniądze (tak jak choćby filmy z serii "Szybcy i wściekli"), jaki i filmy bardzo udane, które tracą pieniądze (doskonały przykład to nieodżałowany "Blade Runner 2049"). Tylko, że w wypadku "Avengers: Koniec gry" niesamowicie wysokie zarobki idą w parze z bardzo przychylnymi ocenami krytyków - 95% pozytywnych recenzji na portalu Rotten Tomatoes. Możemy więc nazwać "Koniec gry" filmem udanym i bardzo dobrze przyjętym.
W jaki sposób najnowsza produkcja MCU osiągnęła taki sukces? Lata budowania uniwersum. Każdy film, mniej czy bardziej udany, ściągał widzów do kina aby mogli obejrzeć przygody swoich ulubionych bohaterów - Iron Mana, Thora, Kapitana Ameryki, Strażników Galaktyki, Ant-Mana i wielu innych. Nawet jeśli któraś produkcja MCU okazywała się mniej udana szybko to wybaczaliśmy i wracaliśmy bo Tony Stark taki uroczy, Steve Rogers taki dzielny, Thor taki boski, a Strażnicy mają między sobą świetna chemię. Jednocześnie filmy MCU utrzymywały zawsze wysoki poziom jeśli chodzi o stronę techniczną produkcji - zdjęcia, muzyka, montaż, efekty specjalne, aktorstwo. Takie to proste i trudne zarazem.
DC EU nie udało się tego prostego przepisu na sukces wprowadzić w życie i, po tym jak ich pierwsze filmy nie spotkały się ze zbyt ciepłym przyjęciem, dopiero teraz odbijają się od dna "Aquamanem" i "Shazamem". To trochę ironiczne, że marka, której flagowymi postaciami są Batman i Superman nie dała rady na tych bohaterach zbudować uniwersum, a ich filmy osiągające sukces oparte są na postaciach zdecydowanie mniej popularnych. Z kolei uniwersum X-Men od Foxa zbudowało sobie na tyle dużą bazę fanów, żeby przez dobrych kilkanaście lat ich kolejne filmy zarabiały na siebie. Z recenzjami filmów o mutantach było różnie ale koniec końców nawet takie porażki jak "X-Men Origins: Wolverine" nie dały rady zniszczyć tej marki i jej kres wyznaczył dopiero zakup Foxa przez Disney'a. Jeszcze tylko dwa filmy - "X-Men: Mroczna Feniks" oraz "The New Mutants", a potem pozostanie nam czekać na reboot marki pod nową banderą.
Marvel Cinematic Univers udało się to to nie udało się Foxowi czy twórcom DC EU - przywiązali nas do konkretnych bohaterów, tak, że latami śledzimy wiernie ich losy. Śmiejemy się, płaczemy i wzruszamy się razem z nimi. To trochę jak z bohaterami filmów z serii "Star Wars" tylko, że ten proces przebiegł szybciej i intensywniej. "Gwiezdne Wojny" budowały swój fenomen przez prawie czterdzieści lat nie tylko za pomocą filmów ale też seriali, książek i komiksów. MCU to jedenaście lat i dwadzieścia dwa filmy. Owszem, istnieją seriale oraz komiksy luźno i niezobowiązująco powiązane z MCU, na granicy kanonu, można by powiedzieć. Ale rdzeniem fenomenu są filmy i występujące w nich postaci. Postaci, którymi otaczamy się także wtedy, gdy opuszczamy salę kinową czy wyłączamy komputer, na którym oglądaliśmy film. Postaci, które patrzą na nas z plakatów, koszulek, kubeczków, butelek z wodą mineralną, które pojawiają się w reklamach. Które są elementem naszego codziennego życia.
Ja swoje parę złotych do wyniku finansowego "Avengers: Koniec gry" już dołożyłam. I dołożę jeszcze więcej. A jestem tylko jedną z milionów osób, które stwierdziły, że warto zobaczyć ten film, to wydarzenie popkulturalne, i to więcej niż jeden raz. A czy wy wybieracie się do kina?
P.S. Recenzja spoilerowa "Avengers: Koniec gry" pojawi się lada dzień.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz