niedziela, 19 maja 2019

Nie taki "Praziomek" straszny, jak go malują

                                               zdjęcie ze strony film-base.pl

"Mamo, tato! Wybierzmy się na ten film!" - powiedziało żadne dziecko na widok plakatu filmu animowanego "Praziomek" nigdy. No może trochę przesadziłam. Trochę. Plakat "Praziomka" przedstawia dwójkę głównych bohaterów ustawionych jak do zdjęcia porterowego. Osoba robiąca kampanię reklamową filmu chyba pomyślała sobie "w prostocie siła" i trochę się przeliczyła.


Na filmie "Praziomek" byłam w kinie dwa razy, raz sama, drugi raz z moim dziesięcioletnim siostrzeńcem. I za drugim razem bawiłam się chyba lepiej niż mój siostrzeniec co jest trochę dziwne. A może wcale nie jest bo "Praziomek" jest odrobinę niedzisiejszy. Jest to film stworzony metodą animacji poklatkowej, co jest dziś raczej rzadko spotykane. Około czterdziestu - trzydziestu lat temu ta metoda była dość często wykorzystywana i pamiętam, że oglądałam nie raz i nie dziesięć razy animacje robione w ten sposób w paśmie wieczorynki. Dziś ta metoda jest bardzo rzadko wykorzystywana, jej miejsce zajęła tradycyjna animacja i animacja 3d. Można rzec, że taka jest kolej rzeczy - techniki starsze i mniej atrakcyjne są wypierane przez techniki nowsze i bardziej interesujące dla widzów. Mimo to troszkę mi żal, najbardziej chyba z powodu wspomnień i sentymentu.


"Praziomek" jest opowieścią o przyjaźni aspirującego odkrywcy Sir Lionela Frosta i mitycznej Wielkiej Stopy zwanej też Praziomkiem lub Zuzią. Obaj bohaterowie szukają początkowo akceptacji, wsparcia, uznania - jednym słowem przyjaźni - wśród podobnych sobie. Sir Lionel chce zostać przyjęty w poczet poważanych podróżników-odkrywców, a samotny Praziomek chce zostać przyjęty do społeczności swoich kuzynów, Yeti. Ku swojemu, i trochę naszemu, zaskoczeniu bohaterowie zaprzyjaźniają się i tworzą zgrany duet. W towarzystwie charakternej Adeliny Fortnight panowie przeżywają ekscytujące przygody podróżując przez pół świata - z zachodnich stanów Ameryki Północnej, przez Europę, do Himalajów w Azji. Podróż ta przypomina, jak żywo, historie z książek Verne'a. To jest pewnie kolejny powód, dla którego tak dobrze odebrałam ten film - bardzo lubię książki J. Verne'a, mając 12 - 15 lat zaczytywałam się w nich pasjami.


W warstwie fabularnej animacja ta jest raczej prosta - mamy już na początku powiedziane, kto z bohaterów jest postacią pozytywną, a kto negatywną i kto do jakich celów dąży. Relacje między bohaterami też są jasne i rozwijają się w logiczny sposób. Zakończenie jest tylko troszkę zaskakujące. Słowem - typowa animacja dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Z drugiej strony dostajemy też kilka żartów słownych i wizualnych, które załapią raczej dorośli niż dzieci. Całość jest tak zbalansowana aby podobała się młodszemu widzowi ale oferowała też coś widzowi dorosłemu.


W kwestiach technicznych twórcy filmu spisali się dobrze. Czasami zaskakują nas bardzo dobrze oddaną fakturą materiału marynarki, błota czy lodu, czasem animacja jest trochę mniej staranna ale generalnie trzyma przyzwoity poziom. Ze ścieżki dźwiękowej zapadła mi w pamięć chyba tylko piosenka lecąca na napisach końcowych -  "Do-Dilly-Do (A Friend Like You)", która jest jednak bardzo przyjemna i, co najważniejsze, doskonale oddaje morał filmu, że przyjaźń można odnaleźć w najmniej oczekiwanym miejscu i okolicznościach.


Jeśli szukacie czegoś wartościowego do obejrzenia z dzieckiem lub, jak ja, macie sentyment do filmów tworzonych za pomocą animacji poklatkowej to "Praziomek" jest pozycją idealną dla was. Zabawny i inteligentny, wychwalający siłę prawdziwej przyjaźni. Wybierzcie się do kina nim film znikanie z ekranów. Z całego serca wam go polecam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz