zdjęcie ze strony film-base.pl
Zabłądziłam wczoraj do kina na film kierowany typowo dla dzieci, na "Krainę cudów". Co kilka tygodni oglądam jakąś animację, zazwyczaj dlatego, że ma dobre recenzje albo dlatego, że zwiastun wydaje mi się wyjątkowo interesujący. Tym razem poszłam na coś co już okrzyknięto klapą. Recenzje na Rotten Tomatoes dają "Krainie cudów" mniej niż 40% co można posumować jako "bieda z nędzą". A zwiastun, który był puszczany w kinie przed innymi filmami też nie powalał. Czyli co - półtorej godziny zmarnowane? Otóż nie.
Zacznijmy może od tego zwiastuna. Widziałam go kilka razy i nie powiedział mi on prawie nic o filmie poza tym, że to ma być film dla dzieci i że pojawi się w nim magiczny lunapark z gadającymi zwierzakami. To trochę mało jeśli weźmiemy pod uwagę, że do kin niemal co tydzień trafia jakaś animacja kierowana do dzieci i że często w tych animacjach dostajemy jakieś baśniowe krainy i gadające zwierzaki. Jeśli twórcy filmu chcą nam swój produkt sprzedać to powinni w zwiastunie czy na plakacie umieścić jakiś haczyk, który ściągnie widzów. Już nie raz się zdarzało, że kiepski film miał dobrą kampanię reklamową, dzięki czemu ściągnął widzów do kin już w pierwszych dniach wyświetlania i zarobił na siebie zanim kiepskie recenzje się rozeszły.
Na luksus oszczędnej kampanii reklamowej mało kto może sobie pozwolić. Może w wypadku filmów należących do znanej i lubianej franczyzy, takiej jak Star Wars, wystarczy pokazać cokolwiek, a widzowie i tak zwala się do kin. Sytuacją działającą na korzyść filmu są też zawsze znane nazwiska w obsadzie bo wtedy trochę ludzi pójdzie "na aktora" i bilety się sprzedadzą. Niestety "Kraina cudów" nie jest powiązana z żadną znaną marką i nie ma żadnych popularnych nazwisk w obsadzie. Zwiastun ludzi nie zainteresowała i do kina nie poszli. Na prawdę nie poszli - na seansie na którym ja byłam był jeszcze jakiś mężczyzna z około siedmioletnim chłopcem.
Jaka jest ta "Kraina cudów"? Prosta i przyjemna. Fabułę ze wszystkimi zwrotami akcji można streścić w kilku zdaniach. Ośmioletnia June razem ze swoją mamą buduje makietę magicznego lunaparku zwanego Krainą Cudów. Gdy mama zapada na ciężką chorobę i musi wyjechać (chyba do jakiejś kliniki) June przestaje się bawić Krainą Cudów i korzystać ze swojej przebogatej wyobraźni. Pewnego dnia June trafia do tajemniczego lasu w którym odnajduje Krainę Cudów, dokładnie taką, jak ją z mamą zbudowała, tylko, że w ruinie, jakby po jakimś kataklizmie. June, mając za towarzyszy grupkę uroczych gadających zwierzaków, odkrywa, że aby ponownie uruchomić lunapark musi się zmierzyć ze swoimi lękami, które wywołała choroba mamy. June, dzięki miłości do matki przywraca Krainie Cudów dawna świetność, wraca do domu pełna nadziei i zaraz potem zjawia się jej mama, cała i zdrowa. Koniec. Opowieść w sam raz dla dzieciaka w wieku 6 - 10 lat. Jest w niej trochę humoru, troszeczkę akcji, można się też wzruszyć. Skąd więc te kiepskie recenzje? Nie wiem.
Od strony technicznej film jest zrobiony dobrze - technika animacji jest w porządku, muzyka jest klimatyczna. Od strony fabularnej też jest ok - postaci dają się lubić, historia jest zrozumiała i ma sensowny morał. Widziałam całkiem sporo animacji gorszych niż ta. Ale z jakiegoś powodu to "Kraina Cudów" została napiętnowana jako ten kiepski film, na który nawet nie warto iść do kina.
Moi drodzy, jeśli macie dziecko, bratanicę, siostrzeńca lub małe kuzynostwo zabierzcie je do kina na "Krainę Cudów". Myślę, że jest duża szansa na to, że mile spędzicie czas. Film jest bardzo przyjazny młodemu widzowi (nie ma w nim durnego slapstiku ani żartów dla dorosłych o podtekście erotycznym lub politycznym), a i dorosły cierpiał na nim nie będzie. Dołóżcie swoją cegiełkę do tego, żeby ten sympatyczny film wyszedł na swoje i nie został kompletną klapą finansową.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz