poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Miliard powodów żeby obejrzeć "Kapitan Marvel"

                                                 zdjęcie ze strony filmweb.pl 



Kilka dni temu zarobki najnowszego filmu MCU "Kapitan Marvel" przekroczyły miliard dolarów. To spora suma, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że blockbustery i filmy superbohaterskie osiągają ostatnimi laty imponujące wyniki finansowe. Dlaczego jest to tak niezwykła sytuacja?


Czy wiecie ile filmów z kobietami w roli tytułowej, poza "Kapitan Marvel", zarobiło miliard dolarów? Dwa - "Piękna i Bestia" oraz "Alicja w Krainie Czarów". A ile filmów z superbohaterkami w roli głównej odniosło sukces nie tylko finansowy, ale także krytyczny? Poza najnowszą produkcją Marvela tylko "Wonder Woman" z DC Extendet Universe. Wystarczą te dwa fakty żeby stwierdzić, że sukces "Kapitan Marvel" jest czymś szczególnym.


Superbohaterki nie miały dotąd szczęścia do występów w filmach. Z serialami jest trochę lepiej ale to temat na oddzielny wpis. Kobiece bohaterki pojawiały się najpierw w serii filmów X-Men wytwórni Fox, a potem w filmach MCU. Mutantki z X-Menów nigdy nie grały dużej roli w kolejnych produkcjach i nie były zbyt ciekawie przedstawiane. Mystique, Strom czy Jean Grey były tylko dodatkami, tłem dla męskich bohaterów takich jak Wolverine, Profesor X i Magneto. I przez kilkanaście lat istnienia tego uniwersum nic nie zmieniło się na lepsze.


Troszkę lepiej wyglądała sytuacja w MCU. Black Widow po niezbyt udanym debiucie w "Iron Manie 2" gdzie była głównie "eye candy" w "Avengers" dostała już konkretną rolę do odegrania. W kolejnych filmach jej postać została trochę rozwinięta, a jednocześnie w uniwersum zaczęły się pojawiać inne superbohaterki. Kamieniem milowym w tym względzie była silna obsada kobieca filmu "Black Panther" gdzie głównemu bohaterowi T'Chali partnerowały jego siostra Shuri, przywódczyni gwardii pałacowej Okoye i ukochana Nakia. Potem był nie do końca udany "Ant-Man and the Wasp" gdzie mieliśmy parę tytułowych bohaterów, z których jedno było kobietą. Te wszystkie, lepiej lub gorzej wykreowane, postaci kobiece utorowały drogę Kapitan Marvel, która wkroczyła do uniwersum ze swoim własnym filmem.


Jeśli chodzi o solowe filmy z superbohaterkami to nie ma za bardzo o czym pisać. Mamy "Catwoman" (2004) z Halley Berry, film, który zebrał kilka Złotych Malin i niewiele lepszą "Elektrę" (2005) z Jennifer Gardner. Potem przez ponad dekadę nic. Aż w końcu pojawiła się "Wonder Woman" (2017) z Gal Gadot i odnosząc sukces zarówno finansowy, jak i krytyczny pokazała, że można zrobić dobry film o superbohaterce. I teraz, dwa lata później, na scenie zjawia się "Kapitan Mavel" z Brie Larson w roli głównej powtarzając, a tak właściwie to przebijając, sukces "Wonder Woman". Ponad miliard dolarów w ciągu zaledwie miesiąca wyświetlania w kinach. Wiele pozytywnych recenzji. I to w sytuacji gdy film jest o bohaterce, która poza środowiskiem komiksowym nie jest szczególnie znana. Taki sukces to fenomen.


Czy naprawdę jestem w stanie wymienić aż miliard powodów by obejrzeć film "Kapitan Marvel"? Zdecydowanie nie. Wymienię więc tylko trzy. Po pierwsze - miliony ludzi już obejrzały ten film i bardzo wielu z nich się spodobał, więc jest spora szansa, że i wam się podoba. Po drugie - film jest częścią MCU, które przez lata wyrobiło sobie markę i wybranie się na film z tego uniwersum niemalże gwarantuje dobrą rozrywkę. Po trzecie - do premiery "Avengers: Koniec Gry" zostały tylko dwa tygodnie, a w filmie tym Kapitan Marvel będzie mieć spora rolę do odegrania. Jeśli wcześniej chcecie się dowiedzieć czegoś o tej bohaterce powinniście obejrzeć jej solowy film.


Ja sama byłam na "Kapitan Marvel" tylko raz. Ala planuję powtórny seans (a nawet kilka powtórnych seansów). Widzimy się w kinie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz