zdjęcie ze strony filmweb.pl
Kilka dni temu zarobki najnowszego filmu MCU "Kapitan Marvel" przekroczyły miliard dolarów. To spora suma, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że blockbustery i filmy superbohaterskie osiągają ostatnimi laty imponujące wyniki finansowe. Dlaczego jest to tak niezwykła sytuacja?
Czy wiecie ile filmów z kobietami w roli tytułowej, poza "Kapitan Marvel", zarobiło miliard dolarów? Dwa - "Piękna i Bestia" oraz "Alicja w Krainie Czarów". A ile filmów z superbohaterkami w roli głównej odniosło sukces nie tylko finansowy, ale także krytyczny? Poza najnowszą produkcją Marvela tylko "Wonder Woman" z DC Extendet Universe. Wystarczą te dwa fakty żeby stwierdzić, że sukces "Kapitan Marvel" jest czymś szczególnym.
Superbohaterki nie miały dotąd szczęścia do występów w filmach. Z serialami jest trochę lepiej ale to temat na oddzielny wpis. Kobiece bohaterki pojawiały się najpierw w serii filmów X-Men wytwórni Fox, a potem w filmach MCU. Mutantki z X-Menów nigdy nie grały dużej roli w kolejnych produkcjach i nie były zbyt ciekawie przedstawiane. Mystique, Strom czy Jean Grey były tylko dodatkami, tłem dla męskich bohaterów takich jak Wolverine, Profesor X i Magneto. I przez kilkanaście lat istnienia tego uniwersum nic nie zmieniło się na lepsze.
Troszkę lepiej wyglądała sytuacja w MCU. Black Widow po niezbyt udanym debiucie w "Iron Manie 2" gdzie była głównie "eye candy" w "Avengers" dostała już konkretną rolę do odegrania. W kolejnych filmach jej postać została trochę rozwinięta, a jednocześnie w uniwersum zaczęły się pojawiać inne superbohaterki. Kamieniem milowym w tym względzie była silna obsada kobieca filmu "Black Panther" gdzie głównemu bohaterowi T'Chali partnerowały jego siostra Shuri, przywódczyni gwardii pałacowej Okoye i ukochana Nakia. Potem był nie do końca udany "Ant-Man and the Wasp" gdzie mieliśmy parę tytułowych bohaterów, z których jedno było kobietą. Te wszystkie, lepiej lub gorzej wykreowane, postaci kobiece utorowały drogę Kapitan Marvel, która wkroczyła do uniwersum ze swoim własnym filmem.
Jeśli chodzi o solowe filmy z superbohaterkami to nie ma za bardzo o czym pisać. Mamy "Catwoman" (2004) z Halley Berry, film, który zebrał kilka Złotych Malin i niewiele lepszą "Elektrę" (2005) z Jennifer Gardner. Potem przez ponad dekadę nic. Aż w końcu pojawiła się "Wonder Woman" (2017) z Gal Gadot i odnosząc sukces zarówno finansowy, jak i krytyczny pokazała, że można zrobić dobry film o superbohaterce. I teraz, dwa lata później, na scenie zjawia się "Kapitan Mavel" z Brie Larson w roli głównej powtarzając, a tak właściwie to przebijając, sukces "Wonder Woman". Ponad miliard dolarów w ciągu zaledwie miesiąca wyświetlania w kinach. Wiele pozytywnych recenzji. I to w sytuacji gdy film jest o bohaterce, która poza środowiskiem komiksowym nie jest szczególnie znana. Taki sukces to fenomen.
Czy naprawdę jestem w stanie wymienić aż miliard powodów by obejrzeć film "Kapitan Marvel"? Zdecydowanie nie. Wymienię więc tylko trzy. Po pierwsze - miliony ludzi już obejrzały ten film i bardzo wielu z nich się spodobał, więc jest spora szansa, że i wam się podoba. Po drugie - film jest częścią MCU, które przez lata wyrobiło sobie markę i wybranie się na film z tego uniwersum niemalże gwarantuje dobrą rozrywkę. Po trzecie - do premiery "Avengers: Koniec Gry" zostały tylko dwa tygodnie, a w filmie tym Kapitan Marvel będzie mieć spora rolę do odegrania. Jeśli wcześniej chcecie się dowiedzieć czegoś o tej bohaterce powinniście obejrzeć jej solowy film.
Ja sama byłam na "Kapitan Marvel" tylko raz. Ala planuję powtórny seans (a nawet kilka powtórnych seansów). Widzimy się w kinie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz