poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Trylogia filmów "Iron-Man" po latach

                                                        zdjęcie ze strony behance.net 


W miniony weekend zrobiłam sobie maraton filmów o "Iron Manie". Każdy z tych filmów oglądałam już po kilka razy. Jednak od ostatniego razy minął już na pewno ponad rok, a czas do premiery "Avengers: Koniec Gry" trzeba czymś wypełnić więc zdecydowałam się na powtórkę.


To było ciekawe doświadczenie. Każdy z tych filmów był  jednocześnie gorszy i lepszy niż go zapamiętałam. Z jednej strony widać, że te obrazy trochę się postarzały jeśli o konwencję kina superbohaterekiego chodzi. Historia za każdym razem jest schematyczna, villain jest swoistym mrocznym odbiciem głównego bohatera Tony'ego Starka aka Iron Mana, dostajemy trochę walk i pościgów, wszystko kończy się dobrze. Z drugiej - odkryłam na nowo wiele pojedynczych scen lub mini wątków fabularnych, które są perełkami w tej dość przeciętnej mieszance. Do takich perełek należą scena pierwszego lotu w zbroi Mark II z "Iron Mana" gdy Tony cieszy się jak dziecko, które dostało najlepsza zabawkę na świecie. Bez trudu potrafię sobie wyobrazić, że gdybym ja dostała latającą zbroję to pewnie przez godzinę latałabym nad miastem krzycząc z radości. Inną taką sceną jest moment gdy w "Iron Manie 3" Tony ratuje kilkanaście osób, które wypadły ze zniszczonego samolotu. Scena jest bardzo pomysłowa, a najlepsze jest wyjawienie, że Tony'ego tak na prawdę nie było w zbroi Iron Mana, gdy ratował rozbitków, bo sterował nią zdalnie (dzięki temu też mogła ona unieść większą liczbę spadających osób).


Myślę, że czynnikiem który w dużej mierze zadecydował o sukcesie "Iron Manów" ale też MCU w ogóle jest charyzma Roberta Downeya Jr. Aktor grający Iron Mana ma w sobie mnóstwo uroku osobistego, co sprawia, że od razu odczuwamy sympatię do granego przez niego bohatera. Nawet jeśli ten bohater jest trochę bucowaty. Nawe jeśli kwestie przez niego wypowiadane nie są zbyt mądre. Nawet jeśli trudno nam się z nim utożsamiać bo nie każdy jest miliarderem, genialnym wynalazcą, a do tego jeszcze superhohaterem. Bardzo trudno jest się oprzeć Tony'emu z jego kąśliwymi acz inteligentnymi żartami i złotym sercem ukrytym raz pod idealnie skrojonym garniturem, a raz pod super zaawansowaną zbroją.


Czy polecam wam oglądanie "Iron Manów" po tylu latach od ich powstania? W końcu technika filmowa ciągle idzie do przodu i logicznym jest, że filmy produkowane dziesięć lat temu, czy nawet pięć lat temu nie będą wyglądały tak dobrze, jak te produkowane dziś. Hm, myślę, że można, a nawet warto wrócić do "Iron Manów", zwłaszcza do części pierwszej. W filmach tych sceny akcji i żarty nadal działają znakomicie, nie poddając się próbie czasu. Muzyka jest bardzo dobrze dobrana, dodatkowo dynamizuje film ale też zdradza nam co nieco o charakterze głównego bohatera. Bohaterów zaś da się lubić - zarówno Tony, jak i Rhodey, Pepper czy Happy są postaciami, których losy śledzimy z przyjemnością. Tak więc polecam w wolnej chwili sięgnąć po przygody pierwszego bohatera MCU.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz