Odkąd pamiętam zawsze uwielbiałam baśnie, legendy i mity. Czy to w formie książek, filmów czy seriali historie nieprawdopodobne i fantastyczne interesowały mnie o wiele bardziej niż te "z życia wzięte". Lubiłam filmowe historie dla dzieci o przyjaźni ze zwierzętami takie jak "Lessie" czy powieści obyczajowe dla nastolatek. Jednak moją wyobraźnię rozpalały kreskówki ze "Spider-Manem", książki Juliusza Verne'a, serial "Czarodziejki" i opasłe tomy z mitami greckimi. Im bardziej niezwykłe i kosmiczne były przygody postaci o których czytałam lub które oglądam tym lepiej.
Moją ulubioną książką jest "Władca Pierścieni" Tolkiena, czytałam go trzy lub więcej razy. Przez lata cierpiałam na obsesję na punkcie świata Harrego Pottera. Pasjami czytałam różne tłumaczenia i interpretacje mitów greckich i rzymskich. Gdy udało mi się dorwać do telewizora to pochłaniałam odcinki "Zagubionego w czasie", "Fatalnego rewolweru" czy "Dotyku anioła". Już chyba widzicie do czego dążę - moja fascynacja współczesnymi baśniami i mitami jakimi są opowieści o superbohaterach ma solidną podbudowę w moim dzieciństwie i młodości.
Nie pamiętam mojego pierwszego świadomego zetknięcia z kinem superhero. Mając 10-12 lat oglądałam seriale animowane ze Spider-Manem czy Batmanem. Trochę później przyszedł czas na "stare" filmy z Supermanem i Batmanem. W tamtym czasie, gdy jeszcze nie za bardzo rozumiałam koncepcje superbohatera, moim ulubionym herosem był Spider-Man. Tak zwyczajny i nadzwyczajny zarazem. W cywilu zwykły chłopak, który uczy się i pracuje, dba o swoją ciotkę, zmaga się z kłopotami finansowymi. Po założeniu maski - obrońca pokrzywdzonych i uciśnionych, z finezją spuszczający łomot bandytom. Co ciekawe - przyjazny Człowiek-Pająk z sąsiedztwa nadal zajmuje szczególne miejsce w moim sercu, mimo, że już 20 lat minęło odkąd mnie zafascynował.
Dorastając i stając się powoli świadomym konsumentem kultury popularnej oglądałam od czasu do czasu jakiś film czy kreskówkę z superbohaterami, choć pomijając pozycje kierowane dla dzieci, dużego wyboru w tym względzie nie było. Mimo to, najpierw za pośrednictwem telewizji, potem także przez Internet, zapoznawałam się z jakimiś odpryskami świata superbohaterów. A przełom zbliżał się wielkimi krokami. I był związany z filmami MCU. A konkretnie z "Avengers".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz