zdjęcie ze strony screenrant.com
Dwa miesiące minęły od premiery najnowszej części przygód Człowieka Pająka i obecnie film można oglądać już tylko w nielicznych kinach. Wiązały się z nią odmienne emocje niż z innymi tegorocznymi filmami z MCU. "Kapitan Marvel" wzbudziła dużo kontrowersji jako pierwszy film MCU z kobietą w roli tytułowej. Premiera "Avengers: Koniec gry" byłą ogromnym eventem wyzwalając w fanach mnóstwo nadziei, lęków i wzruszeń. A "Spider-Man: Daleko od domu" to na pierwszy rzut oka tylko taki filmik o nastolatkach jadących na wycieczkę szkolną. No właśnie - tylko na pierwszy rzut oka.
Jestem pewna, że już nasłuchaliście się i naczytaliście się jako świetny jest ten nowy film o Spider-Manie. Napisze więc tylko, że film bardzo mi się spodobał mimo, że wydaje mi się on był skierowany do trochę młodszego widza. Sądzę, że rozterki Petera najlepiej trafiły do widzów o kilkanaście lat młodszych ode mnie. Ale nie przeszkadzało mi to w żadnym momencie w czerpaniu mnóstwa radości z seansu (a właściwie z czterech seansów). Elementem filmu, który dotknął mnie najbardziej była żałoba Petera po śmierci Tony'ego Starka.
Pomyślicie może, że to dziecinne płakać po śmierci fikcyjnej postaci. Ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten kto nigdy nie zapłakał (albo choć aż nie poczuł smutku) po śmierci ulubionego bohatera z książki, serialu lub filmu. Dobrze skonstruowany bohater literacki czy filmowy naturalnie zdobywa nasze przywiązanie. A Iron Man był dobrze napisanym i zagranym bohaterem, którego losy śledziliśmy przez ponad dekadę. I teraz gdy go zabrakło potrzebowaliśmy (a przynajmniej część z nas) okresu żałoby. Przeżywamy go więc razem z Peterem w najnowszym filmie z MCU. Wraz z odejściem Tony'ego przeżywamy także koniec pewnego okresu. Stark odszedł, Avengers przestali istnieć w takim kształcie, w jakim funkcjonowali przez lata, świat bohaterów Marvela zmienił się nieodwracalnie. Jednocześnie dla nas widzów też sporo się zmieniło. Trójka naszych ukochanych bohaterów - Iron Man, Czarna Wdowa i Kapitan Ameryka odeszła prawdopodobnie na zawsze, trzecia faza filmów MCU dobiegła końca. Wiemy już, że w przyszłym roku dostaniemy pierwsze seriale osadzone w MCU. Wiemy, że do już niedługo poznamy zupełnie nowych bohaterów, obecnych dotąd tylko w komiksach - Eternals, Shang-Chi, Moon Knighta, Ms Marvel i She Hulk. Wiemy też, że w wyniku konfliktu Disneya i Sony, Spider-Man nie może być używany w filmach MCU. Mozliwe jest oczywiście, że te studia wpracują porozumienie, które będzie satysfakcjonujące dla obu stron i Pajączek pojawi się za kilka lat w kolejnej części Avengers albo dostanie swój solowy film. W tej chwili jednak Spider-Man nie nalezy do MCU.
Sporo tych zmian, prawda? Czy wszystkie okarzą się zmianami na lepsze? To się okaże za parę lat. Tylko jedno jest pewne - świat bohaterów Marvela, zarówno dla żyjących w nim postaci, jak i dla nas - widzów, już nie będzie taki sam. A "Spider-Man: Daleko od domu" to pewien kamień milowy dla uniwersum.
Z jednej strony mamy w filmie wiele odniesień do Tony'ego Starka i jego drogi jako bohatera. Przepiękna jest scena, w której Peter, korzystając ze sprzętu Starka, tworzy sobie nowy kostium. Od razu przypomniały mi się sceny z pierwszego "Iron Mana", w których Tony budował swoje pierwsze zbroje. Świetny był wątek Petera przeżywającego traumę po niezaplanowanej wycieczce w kosmos, walce z Thanosem i śmierci Iron Mana. Śledząc go miałam przebitki do wątków z trzeciego "Iron Mana", w którym Tony przejawiał objawy PTSD po bitwie o Nowy Jork z "Avengers" i musiał na nowo zdefiniować siebie jako bohatera. Wzruszały mnie murale z Iron Manem w kolejnych miastach odwiedzanych przez Petera. Wszystkie te nawiązania nie przeszkadzały mi w żaden sposób w odbiorze filmu. Napiszę więcej - bardzo ważnym elementem filmu było pokazanie jak podobny był Peter do Tony'ego, a równocześnie jak różny był od niego.
Z drugiej strony dostajemy wyraźny komunikat - idzie nowe! Część Avengers odeszła, pozostali są "poza zasięgiem". Przyszedł czas na nowych bohaterów. Nie mają oni jednak dosłownie zastąpić bohaterów starszego pokolenia. Mają "wykonywać bohaterską robotę" pozostając jednocześnie sobą. W "Spider-Man. Daleko od domu" Peter jest jedynym przedstawicielem nowego pokolenia bohaterów. Ale wiem już z zapowiedzi, że niedługo dostaniemy nową Hawkeye - Kate Bishop oraz Ms Marvel - Kamalę Khan. Przypuszczam, że za 2-3 lata Peter Parker (jeśli będzie wtedy należał do MCU) będzie jednym z wielu młodych bohaterów. Być może za jakiś czas dostaniemy film lub serial o grupie Young Avengers?
Jak dla mnie najnowszy film o Spider-Manie jest bardzo dobrym epilogiem Infinity Sagi. Przypominając nam początki historii, drogę którą przebyliśmy razem z bohaterami, obiecuje nam, że opowieść będzie trwać, nawet jeśli po drodze wiele się zmieni. I mam nadzieję, że będą to zmiany na lepsze.
zdjęcie ze strony screenrant.com


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz